Freitag, 1. Mai 2015

Pozdrowienia z więzienia

Celebration for everybody who want to celebrate work. Poland got a part of the European Union 11 years ago. The new right wing in my country is trying to find another way to get the power and ability to decide for those, who are not willing and able. The world will be turning some more ages from now on, I guess. Let's be objective. Whatever we feel is moving us, should move us. My words seem to be obvious these days, that's what I read.
It is not obvious where I end and how.


Here is an short story in polish, I wrote many months ago.
I will be glad for comments and more.


Pozdrowienia z więzienia






Podszedł do krat jak do starego przyjaciela. Zimny pręt pocałował jego siny policzek. Cela, którą miał za godzinę opuścić na dobre była przesadnio zimna jak na środek marca. Słońce właśnie przeszło na drugą stronę więzienia w Gdyni.

Świeży, mglisty mrok wypełniał ulicę Jesionową w Orłowie. Magda wyszła z mieszkania w pośpiechu i gorączce, żeby nie spóźnić się na kolejkę. Prawdziwa gorączka tętniła wciąż jeszcze w jej głowie, bo wczorajszej nocy pozwoliła, by alkohol zmienił proporcje w jej krwi. Już trzeci dzień z kolei była imprezowała do późnej nocy z koleżankami z supermarketu na monciakowskich bibach, po czym odsypiała całe popołudnia nie jedząc za wiele w międzyczasie. Przekroczywszy próg, jej białe wysokie skórzane kozaczki otoczyła od podeszwy miękka ciepła masa wydobywając cierpki smród.

- Kurwa mać! - zaklęla seplemiąc.

Nie cierpiała do granic możliwości psa jej najemczyni Elżbiety. Mauryc, ponad 10-letni bernardyn czarnej maści robił często na wycieraczkę. Elżbieta nigdy nie odnalazła wytłumaczenia na ten komiczny zwyczaj, tak samo jak nie rozumiała dlaczego Mauryc miał kruczoczarną sierść, jakże nietypową dla Bernardynów... Magdy nie zajmowały dziś tego typu globalne kwestie, wytarła tylko kozaczek o trawę i przetarła resztki psiej kupy chusteczką do higieny intymnej, po czym przekroczyła furtkę. Przeszedłszy gruby, asfaltowy bruk, wdrapała się po miedzy na tory, a z nich wskoczyła na peron. Spojrzała na tablicę odjazdów SKM i zdała sobie sprawę, że właśnie przegapiła ostatni pociąg, który uniemożliwiłby jej spóźnienie się do pracy.

- Zajebiście.

W jej oczach wciąż pulsowały ciepło naładowane endorfiną żyłki. Nie było to jednak przyjemne o tej porze dnia na zimnym peronie.

Mgły unosiły się na wysokość peronu jakby otulając tory. W bliskiej odległości morza wiosny są świeższe, bardziej soczyste. Pierwsze dni kwietnia niosą ciepłe prądy zakręcające znad Skandynawii.

Tego wieczoru w kolejce SKM z Gdyni do Tczewa Magda nie spodziewała się tego skandynawskiego prądu, który właśnie miał ją uderzyć.

Ingma, jasnowłosa, ubrana zawsze w grafit albo popielatą szarość studentka Szweckiego siedziała zamyślona w drugim przedziale i czytała „Echo Miasta” znalezione przypadkiem na siedzeniu. „Jezus Maria. Co za bruk. Jak można pisać o bohaterstwie kaszubskich partyzantów. Jakie to bohaterstwo, kiedy nie wie się nawet, czy nie spotka się brata po drugiej stronie frontu. Przecież to walka z wiatrakami własnej tożsamości była. Wszystko w polskich mediach to przepychanki i rozważanki stronnicze. Nie cierpię tej gazety tak w ogóle.” Pomyślała przeskakując oczami po artykule z pierwszej strony. „Dziś Kaszubi są ciągle jeszcze nieautentyczni. Wszystko kolorowy folk i dziewczęta od 16 roku życia na wioskowych dyskotekach się liżą, a potem recytują wiersze na konkursach prozy i poezji kaszubskiej.”



W tej chwili naprzeciwko Ingmy usiadła Magda. Oczy obu dziewcząt nagle skierowały się na wprost. Ingma poczuła smród psiej kupy i skrzywiła się lekko. Magda poczuła lekkie zakłopotanie, a tym samym niewinną miną wyraziła przedziwny erotyzm i jakby urok. Ingmę zmieszał niespodziewany wyraz jej własnej twarzy: w geście retuszu uśmiechnęła się lekko. Nagle obie siedziały już w cztery oczy i uśmiechały się do siebie jakby się znały. Nie znały się jednak do tej pory i z pewnościa nie miały wspólnych przyjaciół. Kiedy Magda pokazywała piersi chłopakom w sopockim klubie „70”, Ingma całowała „jakąś młodą” kilka ulic dalej w gejowskim klubie „69”. W tej chwili jednak właśnie w swoje oczy patrzyły i nic nie mówiły.

- Następna stacja, Gdańsk Przymorze Uniwersytet – zabrzmiało z głośnika.

- Muszę wysiadać. Mam wykład za 15 minut – powiedziała speszona Ingma.

- To nic, spoko. To może... się jeszcze zobaczymy.

- Ok. to cześć.

Kiedy Ingma wyszła na peron, Magda poczuła jakby sucha gąbka wypełniła coś w jej wnętrzu. Chciała zobaczyć tą dziewczynę znowu. Uświadomiwszy sobie tą myśl, poczuła wachanie. „Czy mi odbiło? Przecież to jest jakaś lezba tylko.”

Dziewczyny z pracy Magdy: Kasia i Gośka wsiadły na następnej stacji. Żadna z nich nie była w nastroju, by pytać Magdę jak ona się czuje, nigdy ich to za bardzo nie obchodziło. Magda też nie była specjalnie wrażliwa na ubolewania swoich koleżanek, z których każda już miała męża, dziecko, psa i auto. Właśnie taką kolej rzeczy Magda wymarzyła sobie na kolejne 5 lat. Nie dotarła jednak nawet do pierwszej stacji. Póki co miała śmierdzące psim odchodem buty. Niewiele zresztą miała poza tym co na sobie i w torebce. Teraz miała jeszcze przed oczami uśmiech Ingmy i jej zgolone na bokach głowy włosy, dłuższe z tyłu i opadające z przodu na prawe oko.

- Co masz takiego zaciesza? - spytała zaczepnie Gośka.

- A nic. Nie można mieć raz dobrego humoru przed pracą?

- A co Marek do Ciebie zadzwonił?

- Nie ma żadnego Marka. Debil odwiózł mnie wczoraj taksówką do domu i kazał się porządnie wyspać. Jak lwica mojego pokroju może spać porządnie nie zakończywszy łowu konsumpcją?



Magda miała bardzo wulgarne nawyki i wcale się ich nie wstydziła. Jej koleżanki nie komentowały tego, tylko czasem wskazywały na ludzi wokoło dyskretnie szturchając ją w ramię. Magda niewiele sobie z tego robiła. Ona już trochę dostała szturchańców w życiu od wiecznie pijanej matki i chorego ojca. Teraz śmiała się jak gdyby ksztusząc się tym gorzkim humorem, którym niby chciała się pochwalić.

Nocna zmiana w Biedronce na dworcu głównym była w odczuciu Magdy katorgą i walką o przetrwanie. Co pół godziny musiała pić choćby łyka kawy i palić więcej papierosów, żeby mieć pretekst do przerwy. Zgasiła teraz papierosa i zakręciła słoik stojący pod drzwiami do wyjścia na parking. To była już piata przerwa od dwóch godzin na kasie, a czuła jakby spędziła cały dzień na OIOMie pod aparaturą pipającą nad jej głową. Biały błysk reflektorów oślepił Magdę i stała pod drzwiami wyjściowymi w tym świetle spięta jak baletnica przed rozpoczęciem wielkiego przedstawienia. Bramę parkingu przekroczyło czarne BMW, z którego wyskoczył łysy wysoki na jakieś 2 metry, ubrany w dres młody mężczyzna i skierował broń w kierunku dziewczyny. Baletnica padła zemdlona z przerażenia jak ustrzelony łabądź na brudną od popiołu kostkę brukową. Nie zdołała wydobyć z siebie nawet cichego skrzeku albo pisku. Mężczyzna podbiegł do leżącej na bruku dziewczyny i zabrał ją na ramionach do auta.

- Co ty kurwa odpierdalasz za przedstawienia? Miałeś się zapytać o drogę.

- Nie gadaj nic tylko spierdalamy stąd!

Auto opuściło parking szybciej niż na niego wjechało to jest jakieś 60 km/h 3 sekundy po starcie.


***


Auto Roberta śmierdziało papierosami jeszcze po poprzednim wlaścicielu, Reinhardzie z Bremy. Reinhard nawet nie zgłosił kradzieży, prawie że wystawił auto na łatwy łup, tak jak wystawia się w mieście meble w Spermülltag. Dla Polaków, co pracują tu na sezon to jest tak zwana wystawka. Stamtąd zwożą meble by urządzić swoje nowo wybudowane domy w kraju ojczystym. Reinhard nie posiadał wielkiego majątku poza prywatnym mieszkaniem i wysokim ubezpieczeniem. Zresztą od kiedy zmarła jego żona niewiele już rzeczy miało dla niego znaczenie. Wtedy zaczął bardzo intensywnie palić i jeździć po pijaku do domu. Straciwszy swoje dwuletnie BMW poczuł jakby odciążenie i ulgę oraz zaczął jeździć na rowerze. Nawet czuł jakąś przedziwną wdzięczność do swoich złodziei. Gdyby mieli znów przyjść, przekazałby im dokumenty ubezpieczenia i pomógł załatwić formalności.

Robert po raz pierwszy w życiu ukradł auto. Do tej pory tylko kupował rzeczy w Niemczech albo zbierał je po wystawkach. Teraz skończył być dobrym wujkiem Robertem. Był złodziejem.

- Co tak śmierdzi gównem?

- To buty tej laski - odpowiedział Adam.

Magda mrużyła niepewnie oczy i zobaczyła przez mgłę lekko skrzywioną twarz Adama. Tym razem nie było jej do śmiechu. Otworzyła szeroko oczy pełne strachu, uniosła głowę z kolan Adama i usiadła przerażona obok niego. Wciąż nie mogła wykrztusić słowa, bo miała przed oczami tą sama twarz skierowaną na nią tak jak palna broń w dłoniach tego łysego mięśniaka u jej boku.

- Wyluzuj się dziewczyno. Nic ci nie zrobimy. Będziesz grzeczna to puścimy cie do domu na kolację.




- Na jaką kurwa kolację? Ja powinnam być w robocie teraz. Mam nocną zmianę. Wyleją mnie jak nie wrócę z usprawiedliwieniem.

- To nie wrócisz wcale. Pojedziesz z nami do Holandii na ogórki, cokolwiek pod tym rozumiesz. To ci pasi?

- Nic mi nie pasi. Wypuśćcie mnie natychmiast.

- Trzym ryj! - wrzasnął Robert zza kierownicy - Wyrzuć ją z auta. - nakazał Adamowi zatrzymując się w środku kaszubskiego lasu w okolicach Przodkowa.

- Nie mów mi co mam robić – odkrzyknął Adam wyciągając znów spluwę – Teraz ty wyperdalaj z auta, nie chce mi się słuchać twoich skomleń. - W tym momencie uderzył kierowcę w skroń i przeładował pistolet. - Wysiadasz! Ruchy!

Adam przeskoczył na przednie siedzenie wciąż trzymając broń tam, gdzie ją przyłożył. Jego dłoń nie drżała i nie wachał się. Nagle poczuł, że nie będzie mu żal, nawet jeśli miałby zastrzelić Roberta. Przypomniało mu się jak w podstawówce pobili go ze Zdzichem za szkołą, bo nie chciał im dać dwóch złotych na kolę. Dziś miał przed oczami ten jego wzrok pełen gniewu i dodał sobie jeszcze fakt, że Robert był złodziejem samochodów. Jeśli się go pozbędzie, to zaprowadzi sprawiedliwość i ocali dziewczynę, która cała drży na tylnym siedzeniu i wciąż nie wysiada, pomimo że drzwi nie są zablokowane.

Oczy Roberta wypełnił strach. Pomału otworzył drzwi samochodu pociągając mocno za naciągniętą przy kradzieży klamkę. W tym samym tempie Adam przesuwał się na stronę kierowcy. Jego dłoń zaczęła drżeć. Robert wyczuł tą niepewność, ale nie chciał już ryzykować. Miał wyrzuty sumienia i czuł, że powinien się wycofać. Nie chciał tracić życia w kradzionym aucie z ręki kolegi z podwórka. Wyszedł i stanął bezradny na morkej trawie. Był środek nocy, mroczny las owiewał gwiżdżący cicho wiart.

Adam odpalił auto, a wraz z rykiem silnika zabłysły kryształowym blaskiem reflektory czarnego rumaka. Magda odetchnęła głęboko i głośno. Kamień spadł jej z serca. Siedziała jak wryta w śliskich skórzanych obiciach chłodnego auta.

- Zimno ci? Włączę klimę.

- Nie chcę klimy. Chcę do domu. - Odpowiedziała cicho i zaczęła płakać jak zmęczone dziecko.

- To cię odwiozę, gdzie mieszkasz?

- W Gdyni Orłowie. Ale jestem zmęczona, chcę tylko spać. Gdzie ty mieszkasz?

- Ja dziś wyszedłem z więzienia. Nie mam za bardzo dokąd wracać. W ogóle nic nie mam oprócz tego kradzionego auta.





***







Obudzili się na polanie pachnącej ziołami. Świeże, mokre powietrze otaczało ich nagie ciała. Magda była wolna, tak samo jak Adam. Mogliby zostać na tej kaszubskiej polanie o piątej nad ranem na zawsze. Nie chcieli jednak tak trwać. Pomiędzy nimi było coś więcej niż wilgotne powietrze znad Skandynawii. Pomiędzy nimi nie było nic, taką osiągnęli bliskość. Magda powstała jak prześliczna rusałka z nocnych trzęsawisk. Powstała razem ze Słońcem. Zobaczył jej złote włosy jak aureolę i wiedział już na pewno, że nie zostawi jej tak. Wziął ją w ramiona i obiecał, że ją kiedyś opuści. Ona obiecała mu to samo. Byli wolni jak ptaki. Nagle zaczęły im wyrastać skrzydła. Unieśli się nad trawą jak gdyby tracili wagę. W tempie ślimaka, co przesuwał się po zimnym kamieniu zamienili się w słowiki. Unieśli się na wysokość czubków drzew i zaczęli śpiewać.




Mój kochanek piękny jak kwiat przebiśniegu

Jego kolana drżą w biegu

Biegnie do mnie mój wybrany

Niesie mi wianek z ziół utkany

Niech cię anioły niosą do wioski

Załóż dla nas dom beztroski

Przyjdę jak tylko będziesz gotowy

Rozpoczniemy razem żywot nowy




Moja kochanka jak pierwszy znak wiosny

Uciekam myślami w jej kręcone włosy

Jest moim pocieszeniem i smutkiem

Jest moją przyczyną i skutkiem

Moja dziewczyna zasługuje na tron

Niech dzisiaj dosięgnie nas zgon




Umrzemy z miłości nieszczęśliwi kochankowie

Mając cierniowy wieniec na głowie

Wieniec z naszych wspomnień, smutku i bólu

Wieniec dla ciebie mój królu




Dla ciebie królowo zrobię dziś wszystko

Niech skończy się świat

Niech nastanie ład!




Magda i Adam zaćpali się tego poranka kokainą znalezioną w bagażniku kradzionego auta. Reinhard oglądał pornosy z polskiej satelity. Elżbieta chrapała tak głośno, że nawet jej pies nie mógł spać. Gośka i Kasia po raz pierwszy pocałowały się w gejowskim klubie. Robert wrócił do domu, do żony. Położył się obok niej, a ona przykryła jego twardy, zimny kark pierzową kołdrą i pocałowała go w ramię. Ingma oglądała lezbijski serial na TVN.









Kommentare:

  1. Ciekawy tekst. Dotyka kwestii tak ważnej w każdej kulturze - wolności.
    Tekst trafnie pokazuje, że w istocie prawdziwa wolność, to wolność wewnętrzna. Ktoś, kto siedzi w więzieniu może być bardziej wolny od tego, który siedzi zamknięty w dybach biedronkowej kasy lub w kajdanach serialu porno...
    Przed ponad 15 laty miałem możliwość odwiedzić klauzurowy zakon klarysek na Warmii. Ktoś z nas zadał jednej z sióstr pytanie: "Jak siostry radzą sobie mieszkając i żyjąc za kratami? Czy nie brakuje Wam wolności?". Siostra odpowiedziała nam bardzo ciekawie: "A może to Wy jesteście po tej stronie krat gdzie jest zniewolenie; może to właśnie tu, za klauzurą, gdzie żyjemy jest prawdziwa wolność?" Ciekawe...

    AntwortenLöschen
    Antworten
    1. Ciekawe, że myślami poniosło cię na Warmię. Właśnie stamtąd pochodziłaby moja główna bohaterka, gdybym miała jej nadać pochodzenie.
      Pewna moja przyjaciółka orientacji homoseksualnej zawsze mi powtarzała, że ona "ma Pana Boga w sercu". Cokolwiek dla nas znaczy zaglądanie w głąb, wszyscy mamy pewne ograniczenia i "kraty". Naszą rzeczą jest decydowanie świadomie za każdym razem: zostać czy odejść. To jest wolność.

      Löschen