Dienstag, 14. April 2015

Mamie

Bardzo chciałabym znaleźć wkońcu czas, żeby napisać do mojej mamy list. Może chociaż niech przeczyta ten post, bo to dla niej.
Mamo kochana!
Muzo Ty.






nie było czasu, żeby go tracić
wierzyło się kiedyś w miłość co wszystko pokona
dostało się kilka razy po tyłku i przestało się tam chodzić
gdzie nikt nie chodzi kiedy świeci słońce
a ono zawsze wracało tam skąd przyszło
nie trzeba się było martwić

czuło się jednak strach
że mógłby nie wrócić
albo że wróci ten czas
kiedy dostawało się za nic
pstryczka w nos od życia

szło się dalej
podążało się tam gdzie kazano iść
albo za jakimiś złudzeniami
posiadło się język
ale wciąż nie miało się władzy
nie chciało się jej mieć
bo popełniało się nieustannie błędy
nie chciało się obarczać nikogo

odpowiedzialność ciążyła przyjemnie
niestety była masochistycznie przyjemna

skusiła się i zjadła
nie czuła jednak, żeby była syta
niedosyt życia
jakże naturalny w człowieku
pchał i uciskał

Paulina wyszła na dach domu na wsi, który odziedziczyła po dziadkach. Jesienna mżawka studziła ciągle jeszcze ciepłe powietrze wrześniowego wczesnego popołudnia na Kaszubach. Była godzina czternasta. Cały widnokrąg zasłany był chmurami deszczowymi. Wyciągnęła z kieszeni paczkę papierosów i odpaliła jednego. Ciepły dym z jej ust zatruwał cząsteczki wilgotnego powietrza. Paulina czekała na mamę, która miała w drodze powrotnej z wyprawy do lasu po grzyby wpaść do niej na kawę. Już widziała ją, jak zbliża się z oddali wartkim krokiem pokonując gnijącą mokrą trawę w zagłębieniu doliny. Miała na sobie kurtkę wełnianą z kapturem. Przyjdzie do domu jak zmokły pies i wniesie kosz grzybów, które będą potem razem przerabiać. Papieros zgasł w dłoni dziewczyny. Przez okno na dachu wyszedł Jurek.
Czemu siedzisz w deszczu?
Chciałam zapalić
chcesz się napić herbaty
zaraz mama przyjdzie na kawę



Keine Kommentare:

Kommentar veröffentlichen